niedziela, 21 marca 2010

O "Meczu Gwiazd" słów kilka...

Nie odeszło się bez wpadek, ale tegoroczny Mecz Gwiazd polskiej ligi koszykówki, można uznać za udany. Na pewno, było o wiele lepiej, niż chociażby rok temu.

Lublin spisał się na piątkę z plusem. Świetna oprawa, interesująca i efektowna prezentacja, a do tego pełne trybuny.

Sam mecz mnie się bardzo podobał. Na pewno pomyłką były pierwsze piątki, wybierane przez głosowanie sms-owe. Widać było dużą różnicę, między graczami rozpoczynającymi mecz, a zawodnikami rezerwowymi. Jeden z takich "ławkowiczów", został wybrany przecież, najlepszym koszykarzem spotkania.

Jak na Mecz Gwiazd przystało, było mnóstwo znakomitych podań i jeszcze lepszych wykończeń, czyli wsadów. Pod tym względem w meczu, mnie najlepiej się podobał Lawrence Kinnard z Trefla Sopot.

Najbardziej rozczarował mnie konkurs wsadów, na który z pewnością wszyscy czekali. Tam bezapelacyjnie najlepszy był Eddie Miller, ale gdyby nie jego ostatni lot nad Szubargą, to z pewnością mógłbym stwierdzić, że był to najgorszy konkurs fruwających od paru dobrych lat.
Przede wszystkim zawiodłem się na Aleksie Perce. Tak jak w roku ubiegłym Brandon Wallece, tak w tym, gracz Polonii Azbud - nic wielkiego nie pokazał.

Bardzo czekałem również na konkurs trójek. I to nie za sprawą późniejszego zwycięzcy - Andrzej Pluty, a Mantasa Cesnauskisa. Gracz z miasta z którego pochodzę, do finału się jednak nie zakwalifikował. W nim wystąpili wspomniany Pluta, Celej i Wołoszyn.
Swoją drogą - Panie Adamie szacunek.

Jak zwykle zawiodła telewizja. Coraz bardziej wgłębiam się w przekonania, iż TVP SPORT koszykówki pokazywać nie potrafi. Fatalna grafika, nienadążanie za punktami i reklamy. Jak można przerywać prezentacje w momencie najważniejszym, kiedy zza rozsuwanego telebimu, wchodzi nowy szkoleniowiec reprezentacji - Igor Griszczuk.
Polsacie wróć...

Dużo mówi się również o reklamach firmy bukmacherskiej Bet-at-home, które znalazły się na parkiecie w hali Globus, a także na koszulkach zawodników. Wszystko to oznaczać może, że organizator meczu złamał przepis tzw. ustawy antyhazardowej. A to grozi bardzo wysoką karą finansową.

Ogólnie całe przedsięwzięcie bardzo fajne. Lublin zdał egzamin, nowy zarząd również. Tylko dziwić się, że na meczu nie pojawił się człowiek Platformy Obywatelskiej - Roman Ludwiczuk. A może i to dobrze, chociaż kibice oszczędzili sobie gwizdów:)

Pozdrawiam!

PS. Szkoda Krzysia Szubargi, który z powodu kontuzji, na parkiecie zagrał zaledwie 4 sekundy - swoją drogą, bardzo miły gest w stronę kibiców.
No ale gracz Anwilu na coś się przydał, w końcu dzięki jemu Eddie Miller wygrał konkurs wsadów.
PS2.Zdjęcia z galerii Przemysława Szyszka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza