piątek, 3 września 2010

Co z tą Polską?

Eliminacje do EuroBasketu na Litwie miały być tylko formalnością. Nowy trener miał sprawić, iż reprezentacja znowu będzie błyszczała, a jej koszykarze odnajdą się w niej. Stało się zupełnie inaczej. Niema awansu, niema błysku, jest za to wielka klapa, wstyd i kompromitacja. I tak właśnie po ochłonięciu i przeanalizowaniu postanowiłem kilka słów o 'polskich' eliminacjach napisać.

Polacy zaczęli od fatalnej porażki z Gruzinami. Reprezentacja grała wówczas ospale i bez pomysłu. Zaza Paczulia z łatwością ogrywał Marcina Gortata. Zresztą tylko Lampe z Kelatim zagrali na dobrym poziomie. Pozostali nie istnieli. I tak właśnie zaczęła się droga do piekła, choć mieliśmy nadzieję, iż to jednorazowy wybryk reprezentacji. Jednak wpadek, fatalnej gry i kompromitujących porażek było więcej. Zdecydowanie za dużo.

Po wyjazdowym spotkaniu z Gruzją, Polacy wrócili do kraju. Kolejny mecz rozegrali w Bydgoszczy, a ich przeciwnikiem była słaba Portugalia. Podopieczni Igora Griszczuka wygrali. Grali nieźle, przebudził się Gortat. Byliśmy - co by tu nie pisać - optymistycznie nastawieni do kolejnych spotkań.

Nadszedł trzeci mecz eliminacyjny. Wyjazdowe starcie z Bułgarią miało być formalnością. I tak się też działo, ale tylko przez trzy pierwsze kwarty. Potem przyszło totalne załamanie gry i niespodziewana - fatalna - porażka. Przez 30 minut graliśmy nieźle, 'siedziała' nam trójka. Jednak w ostatniej kwarcie daliśmy się dojść i zostaliśmy zabici z własnej broni, gdyż rolę się odwróciły: to Bułgaria z zza linii 6,25m. trafiała jak najęta. Przegraliśmy.

Potem była Łódź. Mecz z jeszcze niepokonaną Belgią. Podopieczni Griszczuka mieli wówczas swój dzień. Świetnie dysponowany był duet Gortat-Lampe, był także nareszcie pomysł na grę, no i było również zwycięstwo.

Piąty mecz, kolejny w kraju. Szczęśliwa dla Polaków Atlas Arena znowu zwycięska. Biało-czerwoni ponownie grali przeciwko Gruzji i się jej zrewanżowali. Z pewnością wówczas Polacy poczynili mały krok w kierunku awansu, jednak nie zdołali nadrobić straty małych punktów. Cieszyło jednak zwycięstwo i dobry styl.

Wielka katastrofa przyszła jednak wraz z kolejnym wyjazdowym starcie, pojedynkiem z Portugalią. Polacy grali słabo, jednak w ostatniej minucie meczu zdołali nadrobić kilku punktową stratę, doprowadzając do dogrywki. A to, to już przede wszystkim zasługa Dardana Berishy, który przebiegł całe boisko i na sekundę przed końcem wyrównał stan meczu. Dodatkowe 5 minut nie było dla nas jednak zbyt dobre. Polacy ostatecznie przegrali mecz, którego nie mogli przegrać, a ich nadzieje na awans były złudne.

Siódme starcie - tym razem z Bułgarami - zapamiętam przede wszystkim z niezwykle emocjonującej końcówki. Wreszcie zwycięskiej dla Polaków. Po tym triumfie odżyła nadzieja na awans, gdyż rywale grali dla nas. Jak się później okazało, EuroBasket 2011 był na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko - albo i aż - wygrać z Belgami.

Ostatni mecz. Nadzieja na bezpośredni awans ogromna. Czar prysnął jednak wraz z ostatnią syreną. Reprezentacja po dramatycznym i pełnym zwrotów akcji meczu w Antwerpii przegrała i w kiepskim - nie pisząc kompromitującym stylu - nie uzyskała bezpośredniego awansu do mistrzostw Europy.

Na władze, trenera i koszykarzy spływa wielka fala krytyki. Padają różne słowa. Ludwiczuk sprawy nie komentuje, głośne w mediach wypowiada się jednak Gortat. Nasz jedynak w NBA mówi m.in. o tym, że reprezentacja potrzebuje wielkiego autorytetu, który pokieruje jej grą. Polak wspominał o różnych czynnikach, które mogły wpłynąć na końcowy wynik. Jednymi z takich miałyby być fatalne warunki podróżnicze i dziwne odsyłanie trenerów do klubów. Jednak nic nie zmienia tego, że eliminacje okazały się wielką klęską.

Griszczuk na stanowisku szkoleniowca się nie sprawdził. Przede wszystkim nie osiągnął wyznaczonego celu, ale nie miał także chociażby dobrego pomysłu na grę Polaków. Nie potrafił ich dobrze przygotować mentalnie do meczów wyjazdowych. Styl gry również pozostawiał wiele do życzenia, nawet gdy reprezentacja wygrywała. Białorusin miał dziwne 'triki'. Pytam się: w jakim cywilizowanym świecie, główny trener 'zwalania' swojego asystenta przed najważniejszą fazą rozgrywek, by ten mógł podjąć pracę przedsezonową ze swoim klubem? Czy to jest normalne? Nie wydaje mi się. Podczas tegorocznych eliminacji dało się również zauważyć spadek formy Gortata. Nasz jedynak w NBA już tak nie błyszczał jak dawniej, choć grał dobrze. Jednym pozytywem tych eliminacji jest Dardan Berisha. Młody, opanowany i utalentowany gracz, który potrafi wziąć ciężar gry na siebie.

Co teraz będzie z reprezentacją? Kto obejmie funkcję jej szkoleniowca? Mam nadzieję, iż PZKosz wreszcie dobrze się zastanowi nim podejmie wybór. A może to już czas na pewne dymisje w związku?

Jedno jest pewne, przyszedł czas na duże ZMIANY !!!

PS. fot. Andrzej Romański