poniedziałek, 25 stycznia 2010

Przykro patrzeć

Foto: Sebastian Borowski/pzkosz.pl

Yes, Yes, Yes!
Wreszcie, gruchot (komputer) naprawiony. A to oznacza tylko jedno - czas wrócić do pisania!

A w moim dzisiejszym wpisie, odniosę się do dwóch meczy. Mianowicie, do zaległego spotkania Energii Czarnych ze Sportino Inowrocławiem (22.01.09) i wczorajszego "Pojedynku Gigantów".

Przykro patrzeć, cz.1
W zaległym spotkaniu 16. kolejki plk, Energa Czarni zwyciężyli Sportino Inowrocław 97:76. Kibice słupskiej drużyny mimo bardzo wysokiego zwycięstwa swojej ekipy, mogą być niezbyt zadowoleni. A to za sprawą, dwóch kompletnie innych połów. W pierwszych 20 minutach, "Czarne Pantery" zagrały bardzo dobrze, prowadząc nawet różnicą 30 punktów. Zaś w kolejnych dwóch kwartach, podopieczni Igorsa Miglinieksa prezentowali się bardzo źle.
Wydarzeniem meczu, była dyskwalifikacja za dwa przewinienia niegodne sportowca, Quintona Daya. Amerykanin z decyzją kompletnie się nie zgadzał, zresztą ja sam miałem wątpliwości, co do tego czy koszykarz faulował "niegodnie sportowca".
Miłym aspektem było z pewnością pożegnanie gościa, przez słupską publikę. Nie często zdarza się, by zawodnik przyjezdnych, po zdyskwalifikowaniu, został "nagrodzony" olbrzymią owację, a tak właśnie było w piątkowy wieczór w Hali Gryfia.
Na meczu, miejscowi kibice, znów pokazali iż mają olbrzymie serca. Po raz kolejny, fani pomagali. Tym razem, nieśli pomoc choremu Maciusiowi. Tylko strój Manatsa Cesnauskisa został wylicytowany za 1700 złotych.

Ale przejdźmy do spraw "przykrych", a takie są dwie:

Po pierwsze: Miglinieks to nie Pacesasa!
I nie chodzi tu o umiejętności trenerskie, a o to, że w Słupsku nie stawia się na młodzież.
Bo jak się tu nie denerwować, kiedy przewaga "swojego" zespołu jest olbrzymia, kibice domagają się "wpuszczenia" na parkiet młodzieży, a szkoleniowiec - tak jakby - prośby fanów, miał... no właśnie.
Juniorów w Enerdze jest dwóch. To Hubert Pabian i Patryk Przyborowski. Ten pierwszy - regularnie trenuje z zespołem, ten drugi zaś - pojawił się w meczu na ostatnie minuty i zdobył dwa punkty, po których cieszył się jakby zdobył mistrzostwo polski. Cieszył się, a wraz z nim radowała się publika. I wcale nie ze zwycięstwa drużyny, ale z tego że "oczka" trafił wychowanek klubu, co zdarza się bardzo, bardzo, a to bardzo rzadko. Ale czy trener, nie mógł dostarczyć licznie przybyłym fanom, więcej radości. Wystarczyło tylko, wprowadzić na parkiet drugiego juniora (który się w meczu nie pojawił) i to nieco we wcześniejszym fragmencie pojedynku, kiedy to Czarni grali bardzo marnie.
Co do "Miglinieks to nie Pacesas" - osobiście, szkoleniowca Asseco Prokomu nie uważam za super trenera, jednak darze go sympatią i mam do niego szacunek za to, że nie boi się stawiać na młodych.
Zresztą kto wypromował Zamojskiego czy Łapetę!

Po drugie: Sportino przegrywa po raz dziewiąty z rzędu!
Przegrywa i to kolejny już raz, w bardzo kiepskim stylu. I aż przykro patrzeć, na tych jakże ambitnych, ale chyba nieco zniechęconych chłopaków.
Nie było pomysłu na grę, było nieskutecznie i chaotycznie, choć nie powiem - kilka fajnych akcji zobaczyłem, jednak wszystkie, wynikające ze słabej obrony gospodarzy.

Przykro patrzeć, cz.2
A (zdania nie powinno zaczynać się od "A") w drugiej części, temat wczorajszego "Pojedynku gigantów" w którym to, gigantów nie widziałem. I (zdania nie powinno zaczynać się od "I") o ile, zeszłoroczny pojedynek mi się podobał, tak tegoroczny - wcale. Choć nie powiem, pierwsze II kwarty, były miłe dla oka, w kolejnych zaś, widziałem tylko chaos i antypromocję koszykówki. Jednak mecze takie, to przede wszystkim zabawa, i tego się trzymajmy. No ale przecież, niedzielny mecz to także "w poszukiwaniu kadrowiczów", jednak o tym w dniu jutrzejszym...

PS A do Słupska wraca Chris Booker i pierwsza piątka z prawdziwego zdarzenia...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza