czwartek, 26 sierpnia 2010

Gasnąca ikona dla której szacunek zawsze pozostanie

Przemysław Frasunkiewicz - człowiek, który stał się ikoną słupskiego klubu. Kibiców urzekł swoją niezwykłą otwartością, ambicją, przywiązaniem do barw, a także sercem do gry. Gdy tuż przed końcem sezonu w roku 2008 było już niemal pewne, że władze Czarnych nie będą chciały ponownie związać się kontraktem z Frasunkiewiczem, ten wypowiedział słowa, które tkwią mi w pamięci aż do dziś:
-Jeżeli nawet będą to moje dwa ostatnie mecze w tym klubie, to dam z siebie wszystko. Jak zawsze. Spędziłem tutaj cztery cudowne lata, kocham ten klub, miasto, kibiców. To jest moje życie.
Fani go uwielbiali. Przede wszystkim za fenomen można uznać jego nietypową otwartość dla kibiców. Jego szacunek do nich, jak i wdzięczność dla nich. Wracając jednak do wspomnianego już sezonu. Frasunkiewicz grał wówczas fatalnie, lecz był gotowy na kolejny, nowy, lepszy sezon nad Słupią. Jak sam mówił: "Kiedyś moim domem był Sopot, teraz Słupsk, ale nie sądzę, by mnie tu chciano na przyszłość." A jednak, w jakimś stopniu się mylił. Kibice stanęli za nim murem. Nie przesadzę chyba pisząc, iż wręcz żądali by klub parafował ponownie z nim umowę. Mimo wielu argumentów i próśb ze strony fanów, władze Czarnych postanowiły, że drużyna kolejny sezon będzie grała bez swojej ikony. I tak też koszykarz wylądował w warszawskiej Polonii, gdzie spędził dwa kolejne sezony. W międzyczasie czterokrotnie grał przeciwko Czarnym, dwukrotnie w Słupsku. Za każdym razem kiedy pojawiał się w słupskiej hali Gryfia, to od tutejszej publiczności dostawał owację nieprawdopodobną. Zawsze dawało się słyszeć głośne i popularne "Franz, Franz, Czarni Słupsk!". Zawodnik nigdy nie krył wzruszenia. Gdy w pamiętnym, pożegnalnym sezonie, Czarni przegrywali kolejne mecze z rzędu (siódmy, ósmy, dziewiąty...), on przepraszał kibiców. Nie krył łez. Był jednym z nielicznych, któremu nigdy nie można było zarzucić tego, że się nie starał. Wręcz przeciwnie, kibice widzieli i doceniali jego upór. Już dawno okrzyknięto go ikoną klubu. Teraz jednak wiele się zmienia, gdyż w dniu dzisiejszym, ta ikona zadała wielki cios w czarne serca słupskich kibiców. A to boli.

Już od wczoraj wśród fanów ze Słupska grzmiało, gdy pojawiła się informacja, iż Frasunkiewicz miałby zostać koszykarzem AZS'u Koszalin-odwiecznego rywala Czarnych. Dziś stało się to faktem. Oficjalnie już wiadomo, że Przemek przebywa na testach u największego wroga Czarnych Panter. Dla każdego z nas, kibiców Czarnych, był to szok. Nikt takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Cios niewyobrażalny. Idol tysięcy słupszczan, ikona klubu. A ktoś mądry kiedyś powiedział, że żywym pomników się nie stawia...

Mimo wszystko, za czasów naszego niezastąpionego kapitana przeżyłem jedne z najwspanialszych chwil w życiu. Chwil, które zapamiętam przez wiele długich lat. Przemek zawsze był dla mnie postacią, którą śmiało mógłbym nazwać autorytetem. Postacią nieprawdopodobną. Jego ikona mogła trwać wiecznie, dziś jednak Frasunkiewicz dla wielu ikoną już nie jest. Dla mnie jednak wciąż nią pozostaje. I szacunek, podziw oraz uznanie dla jego osoby - także.

PS.
A kto wie, może i Przemek testów w Koszalinie nie przejdzie. :)











Zdjęcia pochodzą z serwisu: gp24.pl/Łukasz Capar, foto.ziolo.eu/K&M Ziółkowscy oraz fotografia.slupsk.pl/Zbigniew Bielecki.

3 komentarze:

  1. Nazwę "AZS" pisze się z samych dużych liter! To tak jakbyś pisał "Mzks".

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapamiętam na przyszłość. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  3. "choć co niektórzy sprawy se mogą tej nie zdawać" Ja znalazłem błąd, teraz twoja kolej

    OdpowiedzUsuń